Cała idea tworzenia w Stanach Zjednoczonych parków narodowych niosła ze sobą sprzeczne zamierzenia, z jednej strony bowiem stawiano sobie za cel ochronę przyrody, a z drugiej jednak udostępnienie jej wszystkim którzy chcieli podziwiać jej piękno. Niektóre z nich na fali swojej popularności, z trudem wytrzymują napór turystów.
Oszacowano iż zawrotna liczba 92% parków narodowych w USA funkcjonuje na zasadzie dyspozycji dla zwiedzających aniżeli typowej ochrony przyrody. Tłumy turystów w swoich autach zalewają tereny parków narodowych, doprowadzając do wyniszczenia środowiska, a pracownicy parków bardziej zamieniają się w pomocników od kierowania ruchem niż badaczy, naukowców czy popularyzatorów wiedzy o środowisku. Są takie parki które aby ograniczyć ruch samochodowy, zdecydowały się na swoich terenach wprowadzić transport autobusowy. Powoli zmieniło się również pojęcie parku narodowego, w chwili obecnej podkreśla się pozytywną rolę procesów naturalnych i ogranicza się do niezbędnego minimum ingerencję człowieka. Może się to wydawać oczywiste, ale z drugiej strony niesie ze sobą czasami niekorzystne konsekwencje. Tak było podczas wielkiego pożaru w parku Yellowstone w 1988 roku, kiedy to naukowcy sprzeczali się ze sobą czy ugasić czy pozostawić go samemu sobie, ponieważ był to naturalny proces, przez nikogo nie zainicjowany. Argumentowano że spalona roślinność użyźnia glebę, i że do dolnych pięter lasu dojdzie więcej światła słonecznego. Wśród ludności zamieszkującej teren Ameryki Północnej wciąż wzrasta świadomość ekologiczna, czego przykładem była np.: kampania na rzecz wstrzymania budowy tam w Wielkim Kanionie, które groziły dewastacją tego wspaniałego miejsca.